Niezbędnik młodej mamy

Przeczesując internet w poszukiwaniu list wyprawkowych, młoda mama może nabawić się niezłego bólu głowy. Poradniki przekonują, że absolutnie niezbędna jest kolosalna ilość rzeczy. Ale czy to prawda? Zostajemy zalane lawiną informacji i zaleceń, co trzeba, co można, a nawet co wypada kupić dla niemowlaka. Przecież współczesna instamatka, chcąca liczyć się w instaświecie, nie może pozwolić sobie, by nie posiadać popularnych produktów, które mają wszyscy.

Też tak kiedyś myślałam…

Wśród rzeczy, które skompletowałam zarówno w pierwszej jak i drugiej wyprawce dla niemowlaka, pojawiło się wiele niepotrzebnych drobiazgów. Uległam modzie i wydałam swoje ciężko zarobione pieniądze na akcesoria, z których jedyny pożytek był taki, że służyły nam do robienia zdjęć.

Pojawiły się jednak rzeczy, które, mimo wątpliwości przy zakupie, okazały się strzałem w 10! Przedstawię Wam moje sprawdzone rzeczy w wyprawce dla niemowlaka.

Niezbędnik młodej mamy

Kosz Mojżesza

Zanim urodził się Kuba, przygotowywaliśmy się do rodzicielstwa po raz pierwszy. Dwa miesiące przed planowaną datą porodu, wszystko było już gotowe. Łóżeczko stało, kocyk wyprasowany, ochraniacz założony, karuzela nad łóżeczkiem. Wszystko było cacy i oczekiwało tylko na Jaśnie Pana. Jakież było moje zdziwienie, gdy już pierwszej nocy w domu, Jakub odmówił spania w łóżeczku i, na najbliższe kilka miesięcy, zagościł w naszym łóżku. Przyzwyczailiśmy dziecko do bliskości rodziców, a to poskutkowało problemami z zasypianiem u siebie przez dobre dwa lata. Powstało pytanie jak sprawić, by niemowlak przesypiał noce? Przy drugiej ciąży, zorganizowaliśmy wszystko tak, by nie popełnić tego samego błędu. Przeczytałam chyba wszystkie możliwe poradniki na temat snu dziecka i wywnioskowałam jedno- za dużo przestrzeni. Maluszki przecież lubią mieć mało miejsca i być opatulone. Zaczęłam więc rozglądać się za czymś mniejszym i najlepiej przenośnym, bym mogła wszędzie zabrać łobuza ze sobą. Padło na kosz Mojżesza. Ale, o losie! Ich ceny były wręcz kosmiczne! Mając spory zapas czasu, znalazłam używany, w bardzo dobrym stanie i w świetnej cenie. Odkąd go mamy, skradł moje serce. Najpierw wyglądem, a później tym, że Tymek od razu go pokochał. Po każdym karmieniu, pięknie zasypiał u siebie, czując się bezpiecznie w swoim malutkim gniazdku. Kosz jeździł z nami wszędzie. Zajmując mniej więcej tyle miejsca, co łóżeczko turystyczne, wyruszał z nami na wyjazdy, a nawet na imprezy plenerowe. Zabierałam go ze sobą do łazienki na czas kąpieli i do kuchni na czas gotowania. Jedyna wada, jaką mogę mu przypisać, to krótki okres użytkowania. Był z nami ok. 5 miesięcy, a teraz służy tak samo dobrze mojej przyjaciółce i jej bobaskowi.

Kosz Childhome

Leżaczek BabyBjorn

Kolejny przedmiot, z mojej listy wyprawkowych hitów, który, ze względu na cenę, kupiliśmy używany. Wszyscy doradzali mi kupno bujaczka, który sam się buja, wibruje, gra i śpiewa. Jak wiecie, lub nie wiecie, bardzo nie lubię wszelkich ,,edukacyjnych” zabawek. Tak samo jest z bujaczkami. Nie mogłam patrzeć na te wszystkie wielkie kolorowe cuda techniki. Szukałam czegoś małego i zgrabnego, co będzie również cieszyć moje oko. Dziecko nie potrzebuje tylu bodźców w swych pierwszych miesiącach życia. Często, nie zdając sobie  z tego sprawy, zamiast pomóc, możemy przestymulować naszego malucha. Tak oto odnalazłam firmę BabyBjorn, produkty genialne w swojej prostocie i z wyjątkowym designem.

Pierwsza rzecz, którą pokochałam w tym bujaczku, jest waga i rozmiar po złożeniu. Przy małej powierzchni naszego mieszkania, ważne było, by po złożeniu można było gdzieś ,,wcisnąć” nieużywany przedmiot. BabyBjorn wciska się dosłownie wszędzie, ponieważ składa się na płasko. U nas większość czasu spędził za kanapą ;P Jego rozmiar pozwala na zabranie go wszędzie, bo wkładany na dno bagażnika, praktycznie nie zabierał miejsca, no może z 5cm!

Leżaczek ma 3 możliwe poziomy, a każdy z nich, uzależniony jest od wagi dziecka, oraz od sposobu, w jaki chcemy go używać. Możemy położyć maluszka prawie na płasko, co jest wskazane dla noworodków i najmłodszych niemowląt. Kolejny poziom jest idealny przez większość czasu, pozwala na oglądanie świata z lekko uniesionej pozycji oraz na swobodne bujanie się, poprzez machanie nóżkami. Najwyższy poziom idealnie sprawdza się do karmienia (np. do podawania pierwszych pokarmów).

Jeśli o pokarmach mowa, wiadomo, przy dziecku wszystko się brudzi. W pierwszych miesiącach życia większość bobasków ulewa, a później, podczas karmienia łyżeczką, plamy z brokułów lub marchewki to codzienność. Istotnym więc jest to, by leżaczek dało się łatwo wyprać. Tutaj wystarczy odwinąć dwie pętelki i cały materiał schodzi ze stelaża. Dodam, że materiał jest wyjątkowo odporny na nawet najgorsze plamy. Podczas użytkowania go z dwójką dzieci, było na nim już dosłownie wszystko, a po praniu nie pozostały żadne ślady. W skrajnych przypadkach, gdy nie możemy pozwolić sobie na pranie, wystarczy przełożyć materiał na drugą stronę, i możemy udawać, że awaria nie miała miejsca ;P (tak, tak, pokrycie jest dwustronne).

Tym, co jednak odróżnia ten produkt od innych, jest to, że buja się on pod wpływem ruchów dziecka, więc to ono decyduje o tym czy chce być w ruchu, czy w spoczynku, oraz o mocy bujania. W pierwszych 2-3 miesiącach warto maluszkowi pomóc, ponieważ sam jeszcze nie jest w stanie wprawić się w ruch, ale wystarczą delikatne muśnięcia stopą w ramę. Warto zaangażować do tej roboty starsze rodzeństwo, by od początku czuło się potrzebne 😉

Bujaczek Babybjorn

Szumiący miś Whisbear

Gdy chodziłam w pierwszej ciąży, wiele czasu spędzałam w towarzystwie naszej sąsiadki, a zarazem serdecznej przyjaciółki i jej niespełna rocznej córeczki. Uczyłam się od niej świetnego podejścia do dzieci, i niejednokrotnie otrzymałam zimny prysznic, konfrontując moje wyobrażenie macierzyństwa, ze stanem faktycznym. Monika jest osobą praktyczną i twardo stąpającą po ziemi, choć należy do osób, które na wiele mogą sobie pozwolić, nie wydaje pieniędzy na zbędne gadżety. Jej opinia była więc dla mnie bardzo ważna. Pamiętam dobrze, że jedyny gadżet dla niemowlaka, który polecała z ręką na sercu, to „szumiący miś z ameryki”, którego dostała dla starszej o 8 lat córki. No tak, ale jak takiego zdobyć?! Na szczęście, chwilę później wpadłam na profil instagramowy marki Whisbear  i wiedziałam już, że jest to dokładnie to, czego szukam. Pierwszy nasz miś, to ich klasyczny model, z turkusową łapką. Miś nie tylko doskonale spełniał funkcję uspokajacza, bardzo szybko stał się również najlepszym przyjacielem Kuby. Dzięki swej prostej formie, kontrastowym i szeleszczącym łapkom, doskonale wpasował się w nasz gust i spełniał funkcję pierwszej zabawki. Jedyną wadą pierwszej wersji misia było to, że wyłączał się po 40 minutach (tak, tak, wiem, że jest to zalecana długość szumienia, ale co ja zrobię, że u chłopców bez szumu ani rusz).  Jako, że z mężem zawsze mówimy sobie, że ,,człowiek ma równo tyle, na ile się godzi”,  chciałam od tej zabawki czegoś więcej. Właściwie sama nie wiedziałam czego chcę, ale w końcu to nie ja jestem projektantką ;P Dziewczyny z Whisbear chyba czytają w moich myślach, bo oto na runku pojawił się on!

Miś Whisbear

Leniwiec E-zzy

Jako młodszy braciszek Misia, posiada te same cechy co on, ale jest znacznie, znacznie sprytniejszy. W dobie komputerów i elektroniki, ktoś po prostu musiał wpaść na ten pomysł! Leniwiec jest sterowany przez aplikację w telefonie. Nazywają go asystentem rodzica, i tak właśnie jest.

Po pierwsze, posiada funkcję Cry Sensor. Oznacza to tyle, że szum uruchamia się automatycznie, gdy tylko dziecko zaczyna płakać. Za pomocą dedykowanej aplikacji możemy także ustawić czułość tej fukcji, głośność i rodzaj szumu, oraz np. zaprogramować włączenie o danej godzinie (gdy np. dziecko budzi się codziennie o tej samej porze).

Po drugie, bardziej przypomina ukochaną przytulankę, niż gadżet. Jest bardzo mięciutki, a jego długie łapki wykonane są z różnych materiałów, co pobudza zmysły maluszka, i zakończone, tak jak w pierwszej wersji Misia, magnesami. Jest to wyjątkowo praktyczne, ponieważ, dzięki nim, możemy Leniwca zawiesić praktycznie wszędzie.

Kolejną zaletą jest to, że Leniwiec działa na akumulatory. Nie ma więc potrzeby wymiany baterii. Wystarczy raz na kilka dni podłączyć gościa do ładowania i gotowe! Musimy jednak pamiętać, aby się w nie zaopatrzyć, ponieważ, ze względów bezpieczeństwa, nie są dołączone do zestawu.

Za pomocą dedykowanej aplikacji na telefon możemy

  • włączyć i wyłączyć szum
  • wybrać rodzaj oraz głośność i czas trwania szumu
  • ustawić szum na konkretną godzinę
  • włączyć oraz dostosować do własnych potrzeb funkcję Cry Sensor
  • otrzymywać powiadomienia, odnośnie płaczu dziecka
  • przeanalizować jakość snu przy różnych ustawieniach szumu
  • korzystać z kalendarza oraz porad dostosowanych do wieku dziecka

Leniwiec

Podgrzewacz do butelek Avent

Wbrew pozorom, urządzenie to przydatne jest dla mam karmiących piersią, jak również dla osób, decydujących się na mleko modyfikowane. Zarówno Kubę, jak i Tymka, udało mi się karmić jedynie przez 3 pierwsze miesiące życia. W międzyczasie odciągałam pokarm laktatorem po każdym karmieniu i mroziłam na ,,gorsze czasy”. Moment, gdy w dojarni zabrakło mleka, nastał szybciej niż myślałam, a wtedy poszedł w ruch podgrzewacz. Przecież zamrożone mleko trzeba było w miarę szybko i bezpiecznie rozmrażać kilka razy dziennie. Gdy moje mleczne zapasy się skończyły i rozpoczęła się przygoda z mm, podgrzewacz był równie niezbędny. Kiedy spodziewałam się, że maluch lada chwila się obudzi, po prostu ustawiałam odpowiednią temperaturę, a woda w butelce była już gotowa, by następnie wymieszać ją z mlekiem, gdy tylko głodomór się obudzi. Teraz zaś służy nam z powodzeniem do odgrzewania słoiczków z gotowym jedzeniem dla maluchów. Na początku zastanawiałam się czy warto kupować podgrzewacz do butelek, ale teraz nie wyobrażam sobie, jak moje koleżanki radzą sobie bez tego urządzenia?!

Podgrzewacz Avent

A Wy co dodałybyście do mojej listy wyprawkowych hitów?

Może Ci się spodobać

2 komentarze

  1. Z jakimi akumulatorkami działa Leniwiec? Bo mam akumulatorki Varta i nie wchodzą one niestety bo są minimalnie dłuższe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *