Kto by nie chciał mieć lepiej?

Naturalnym dążeniem każdej żywej istoty, a w szczególności człowieka, jest zapewnienie sobie lepszych warunków istnienia. Bez względu na to, co jest nam ,,serwowane”, zawsze znajdziemy w sobie odrobinę chęci polepszenia tego i owego. Nie ma takiej rzeczy lub stanu, których nie dałoby się poprawić.

Z mężem długo przygotowywaliśmy się do rodzicielstwa. Czytaliśmy masę książek i czasopism poniekąd przybliżających ten błogi stan każdego żywego stworzenia. Przekaz tych niezliczonych stron głównie da się sprowadzić do jednego – „oby było zdrowe”

Być rodzicami – echo tych słów nadal brzmi dla nas, jak wyzwanie. Naszym największym lękiem było, a dla mnie nadal jest, to, w jakich czasach przyjdzie żyć naszym dzieciom. Kiedy byliśmy mali, wszystko wydawało się łatwiejsze: doświadczenia były przekazywane przez pokolenia, i rzadko kto próbował zastanawiać się nad ich zasadnością. Po prostu, brakowało źródeł wiedzy, więc nie było potrzeby uprawiać bezsensowną polemikę, tym bardziej, że lekarze byli w społeczeństwie wysoce szanowanymi ludźmi.

Dzisiaj źródeł wiedzy jest pod dostatkiem, jednakże ich jakość pozostawia często wiele do życzenia. Co za tym idzie – wracamy do źródeł: bierzemy wszystko na zdrowy rozsądek i stosujemy zasadę ograniczonego zaufania.

Czy szczepienia są bezpieczne?

Szczepienia dzieci w Polsce są obowiązkowe, co wynika bezpośrednio z przepisów prawa. Na tle innych krajów Europy wypadamy zdecydowanie kiepsko, jeżeli chodzi o obowiązkową ilość szczepień, jednak dbające o nasz dobrobyt Państwo uważa, że tylko z pomocą nakazu jest w stanie zapewnić dobrobyt zdrowotny swoim obywatelom. Ot, macie być zdrowi i już! W mojej ocenie zarówno postawa Państwa jak i ilość szczepionek są wynikiem bardzo niskiej świadomości pro-zdrowotnej Polaków, którzy wciąż wolą leczyć, niż zapobiegać. Zestawienie w statystykach Polski i krajów hołdujących zasadzie dobrowolnego szczepienia (m.in. Szwecja, Norwegia czy Finlandia) zdecydowanie działa na wyobraźnię i jest szeroko wykorzystywane przez ruchy antyszczepionkowe – „nie dość, że na Zachodzie nie ma obowiązku, to jeszcze za szczepionki płacą, jak się zdecydujesz”. Wynika to z zupełnie odmiennej świadomości obywatelskiej tychże Skandynawów, jak i z poziomu zaufania, jakim darzą oni Państwo.

Sama idea ruchów antyszczepionkowych może i jest rozsądna, jeśli chodzi o sposób przeciwdziałania powikłaniom poszczepiennym („nie ma szczepienia – nie ma powikłań”), aczkolwiek godzi ona co do zasady w pojęcie medycyny – „całości wiedzy o zdrowiu i chorobach człowieka oraz sposobach ich zapobiegania, oraz ich leczenia” (zwracam waszą uwagę na rozstawione priorytety).

Szczepić czy nie szczepić?

Od początku wiedziałam, iż mimo lęku przed Niepożądanymi Odczynami Poszczepiennymi, będę szczepić chłopców zarówno przeciwko chorobom, w odniesieniu do których szczepienia są obowiązkowe, jak również przeciwko tym, co do których szczepienia są tylko zalecane. Doświadczenie przekonuje mnie, iż ryzyko wystąpienia NOP-u i ewentualnych działań niepożądanych jest niewspółmiernie mniejsze od ryzyka wystąpienia tychże chorób i ewentualnych powikłań po ich przebyciu.

Jestem sceptycznie nastawiona wobec haseł o „testowaniu szczepionek na naszych dzieciach”, gdyż każde świadome doświadczenie wymaga należytego badania i interpretacji wyników, a to nie ma miejsca. Nie robią na mnie wrażenia tezy o „nabijaniu portfela przez firmy farmaceutyczne”, bo po pierwsze dostaję to „coś” w zamian, a po drugie, za żadne skarby nie chciałabym się znaleźć na miejscu osób, zazwyczaj ukazywanych, jako mieszkańców dalekich lądów, dla których nawet podstawowa szczepionka jest darem niebios. Osobiście uważam, że kontrolowane uczenie organizmu obrony przed chorobami – idea szczepionki – jest rozsądniejsze, niż traktowanie już schorowanego ciała silnymi środkami leczniczymi, które niszczą wirus, a przy okazji też pozostałości naszej odporności.

Jak wyglądała nasza przygoda ze szczepieniami u dzieci?

Niestety, droga Jakuba była kręta i wyboista. Praktycznie zawsze mieliśmy u niego do czynienia z podwyższoną temperaturą i rozdrażnieniem przez kilka kolejnych dni po szczepieniu, kiedy Tymoteusz, zdawało się, zapominał o wszystkim już po kilku godzinach snu. Po jednej z dawek szczepionki skojarzonej 6w1, Kuba zareagował kilkugodzinną histerią. Teraz wiem, że był to łagodny przypadek Niepożądanego Odczynu Poszczepiennego i, prawdopodobnie, gdybym wtedy zamiast panikować, próbowała uśmierzyć jego ból, płacz by ustał, a dziecko spokojnie przeszłoby przez ten pierwszy okres poszczepienny. Sytuacja rozwinęła się jednak zupełnie inaczej. Spanikowałam, i nakręcaliśmy wzajemnie swoje nerwy, płacząc jedno przez drugie, przy okazji dając do myślenia pediatrom, że oto właśnie jest ten jeden z przypadków powikłań, opisanych w ulotce.

Kontynuacja szczepień wymagała przeprowadzenia badań neurologicznych dziecka, oceniających jego stan i kwalifikujących do dalszej drogi. I mimo, że byłam bliska rezygnacji po tym co przeżyłam, to miałam tę świadomość, że w tej podróży istnieją przystanki pośrednie, na których „można wysiąść” i nie brnąć dalej.

Jak bezpiecznie szczepić dziecko?

Przede wszystkim, należy umiarkować nasze oczekiwania, co do troski innych o nasze zdrowie i dobrobyt (zasada ograniczonego zaufania), i kierować się zdrowym rozsądkiem:

  • nie należy szczepić dziecka, kiedy widzimy, że coś mu dolega (np. jest ono podziębione, chore, bądź źle się czuje). Dołożenie w tym momencie kolejnej dawki wirusa do zwalczenia nie jest najlepszym pomysłem;
  • niewłaściwym jest w mojej ocenie „szczepienie dużo i na raz”, kiedy można rozłożyć na raty dawkę wirusów, ułatwiając w ten sposób zwalczanie ich przez mały organizm. Ilość ukłuć igły nie jest dramatem najwyższej rangi;
  • bądźmy świadomi przy wyborze odpowiedniej szczepionki: słuchajmy różnych lekarzy, czytajmy różną literaturę, zadawajmy pytania i róbmy to ponownie, aż będziemy gotowi do podjęcia świadomej decyzji.

Jaką szczepionkę wybrać?

Od 2017 roku w Polsce przybyło obowiązkowych szczepionek. Lista powiększyła się o szczepionkę przeciwko pneumokokom. Refundowana PCV10 w założeniu ma chronić przed 10 serotypami (odmianami) pneumokoków przez okres 10-15 lat. Ucieszyła mnie ta decyzja, jednak instynkt nakazał rozważyć to dobrodziejstwo.

Z uzyskanych informacji wynikało, że Ministerstwo Zdrowia (MZ) doskonale wywiązało się ze swojego obowiązku – zapewniło minimalnie akceptowalną ochronę za najniższe pieniądze.

O ile każdym działaniom da się dopisać idee, to liczby pozostają bezlitosne

  • konkurencyjna (nie wybrana do refundacji) PCV13, rozszerzona o 3 dodatkowe serotypy pneumokoków, przeciwdziała bakteriom pneumokoków występującym w 89% Europy, co jest o 5% więcej niż refundowany preparat;
  • PCV13 jako jedyna spośród innych szczepionek przeciw pneumokokom, jest wykorzystywana w programach szczepień w 101 krajach świata (PCV10 tylko w 33 krajach);
  • na dodatkowe serotypy w PCV13 składają się szczepy 3, 19A i 6A. Dane statystyczne z polskich szpitali, zebrane przez ekspertów z KOROUN donoszą, że szczep pneumokoka nazwany „3” zbiera największe śmiertelne żniwo wśród wszystkich serotypów tej bakterii w Polsce we wszystkich grupach wiekowych. Wyjątkowo odporne na antybiotyki i leki szczepy 19A i 6A nie są na podium statystyk w przypadku dzieci do 2 roku życia, jednak, żeby się przerazić, wystarczy podnieść kryterium wiekowe o 3 lata;
  • według opinii PZE (Pediatrycznego Zespołu Ekspertów ds. Programu Szczepień Ochronnych) PCV13 daje o 14% większą ochronę niż wybrany preparat u dzieci do 2 roku życia. PZE powołuje się na liczne światowe badania, dowodzące, iż szczepionka PCV13 buduje odporność zbiorowiskową, która chroni przed inwazyjnymi zakażeniami, ale także jako jedyna szczepionka przed najczęściej występującymi w populacji zapaleniami płuc;
  • cykl szczepienia dla PCV13 Prevenar i PCV10 jest podobny (4 dawki w okresie szczepienia), a okres ochrony wynosi 10-15 lat. Cena detaliczna jednej dawki pierwszego jest o 10 złotych wyższa od refundowanego przez MZ, tym dziwniejsze jest uczucie, jak niską wartość ma większe bezpieczeństwo twojego dziecka dla kogoś, kto dysponuje naszymi podatkami.

Po raz kolejny instynkt mnie nie zawiódł, a główna zasada dotycząca sposobu szczepień wyrwała mnie z euforii i przywróciła grunt pod nogami. Przerażona ceną detaliczną Prevenar’u PCV13 (ok. 220 złotych za jedną dawkę), podjęłam świadomą decyzję – oszczędzać 16 groszy dziennie wszędzie, lecz nie na zdrowiu moich dzieci.

W końcu, kto by nie chciał mieć lepiej?

Może Ci się spodobać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *