Święta krowa w autobusie

Gdzie się tak Pani pcha z tym wózkiem?! Przecież tutaj nie ma miejsca! Powiedział uprzejmy, żwawy Pan w kwiecie wieku. Z pewnością spieszył się na niesamowicie ważne spotkanie biznesowe przy piwku i z oglądaniem meczu w planach. Przecież ja, matka polka na URLOPIE mam totalnie dużo czasu i mogę sobie poczekać na kolejny autobus.

Z nieco zaskoczoną miną wtarabaniłam się z podwójnym wózkiem do pół pustego autobusu, obrałam kierunek na miejsce przeznaczone dla takowych pojazdów i spotkałam się z nieco tępym wzrokiem pasażera, który akurat na tym miejscu postanowił spędzić swoją podróż.

-Przepraszam.

-Tak?

-To miejsce dla wózków, czy mógłby mi Pan ustąpić? – pytam, próbując utrzymać równowagę, bo przecież autobus już ruszył.

-Aha.

Zmęczony wczorajszym dniem młodzieniec z ociąganiem zbiera plecak z podłogi i z wielkim trudem przemieszcza się metr dalej.

Ufff. Udało się! Wózek w autobusie stoi, hamulec zaciągnięty, dzieciaki przypięte pasami. Teraz już będzie z górki.

O ludzie! Przecież w autobusie trzeba mieć bilet! Grzebię zatem ręką w torebce w poszukiwaniu portfela, podczas gdy drugą trzymam wózek. Dobrze, że za dzieciaka ćwiczyłam poczucie równowagi w komunikacji miejskiej, jeżdżąc bez trzymanki i udając, że jestem surferem, w przeciwnym wypadku, gleba byłaby murowana 😛  Z powodzeniem obsługuję biletomat jedną ręką i wyciągam już skasowany bilet, co oszczędza mi kolejnych akrobacji przy kasowniku.

Zadowolona stoję przy chłopcach i myślę sobie ,,Hurra, mam teraz chwilę wolnego i nareszcie w spokoju mogę trochę odpocząć”. Wyciszam się i odlatuję myślami daleko od chorób, gotowania, zmiany pieluch i wszystkich tych przyjemnych rzeczy, związanych z macierzyństwem. Nagle z moich marzeń o niekończącej się piaszczystej plaży wyrywa mnie starsza Pani, smyrająca Tymka po nóżce. Myślę sobie ,,Oddychaj, oddychaj”. No nic, dobrze, że to tylko nóżka. Starsza kobiecina, najwidoczniej zachęcona moim brakiem sprzeciwu, łapie malca za rączki i gładzi po buzi. O nie, o nie… Oczyma wyobraźni, widzę ludzi wychodzących z toalety bez umycia rąk i myślę, czy aby na pewno spakowałam do torby żel antybakteryjny. 

Dobrze, że wysiadamy na następnym przystanku…

Niestety podróż z wózkiem nie zawsze przebiega tak spokojnie…

Wszystko jest pięknie, gdy na wycieczce z dziećmi, cierpią tylko nasze nerwy. Zdarza się jednak, że bezpieczna otchłań autobusu tylko z pozoru jest bezpieczna.

Ścisk, duchota, dwójka rozgadanych maluchów i ona, ta druga. Widzę, jak sunie w stronę otwierających się drzwi autobusu i wchodzi. Mierzymy się wzrokiem. Nie mam wyjścia, muszę się przesunąć i zrobić miejsce, tak, by zmieściły się dwa wózki. Pomału rozglądam się i oceniam sytuację. Dobra, niech jej będzie. Odblokowuję wózek i już, już przesuwam się dalej, gdy nagle autobus rusza. Wózek nabiera prędkości, ja padam na siedzenie, a moja ręka zostaje uwięziona pomiędzy rączką wózka a poręczą w autobusie. Trzask. Czuję ból. ,,Auuuu! Moja ręka! O Boże moja ręka!” daję radę wykrztusić tylko tyle. Zapada cisza, a wszyscy gapią się na mnie. Siedzę. Zbieram myśli, a mój zatroskany prawie trzylatek pyta ,,Mamoooo, a cio się stało?”. ,,Nic, nic, kochanie, rączka mnie boli”, uspokajam go. Teraz wiem, że muszę podjąć największy wysiłek na świecie i udawać przed nim, że nic mi nie jest, choć łzy stoją w oczach. Na kolejnym przystanku wstaję i jedną ręką wyprowadzam wózek, podczas, gdy wszystkie te uprzejmie zainteresowane twarze momentalnie odwracają się w stronę okien, byle tylko nie musieć pomagać. Stoję w samym sercu miasta i zastanawiam się, jak do diabła poradzę sobie jedną ręką, gdyż druga boli tak, że nie mogę nawet poruszyć palcami?

Jak bezpiecznie podróżować z wózkiem w komunikacji miejskiej?

  • Przede wszystkim starajmy się omijać szerokim łukiem środki transportu publicznego w godzinach szczytu mimo, że mamy do tego takie samo prawo, jak inni. Bowiem dążenie ludzkości, by na czas dotrzeć do pracy lub po pracy do domu, wyraża się zachowaniem dalekim od empatii, a obojętne miny stanowią wyłącznie maskę czarnych myśli w środku. No chyba, że lubimy słyszeć westchnienia „bez przyczyny”, szept ewidentnie na nasz temat za plecami, i oglądać twarze w stylu „mnie tu nie ma”. Należy też być świadomym tego, że trudno będzie o wysoki poziom naszego bezpieczeństwa w „zapuszkowanym” tłumie podczas przejazdu.
  • Sprawdzajmy rozkład jazdy i korzystajmy z pojazdów niskopodłogowych. Oczywiście, da się wnieść wózek z dzieckiem w środku do tramwaju po 3 schodkach, bądź do Ikarusa (o ile takie jeszcze jeżdżą w Polsce), i z pewnością znajdzie się dżentelmen, który pomoże nam tego dokonać. Z mojego doświadczenia jednak wynika, że najszybsi z pomocą są panowie lekko wczorajsi, bądź mocno dzisiejsi (wszak procentowe płyny odsłaniają naszą prawdziwą pomocną naturę), którzy nie koniecznie utrzymają tenże wózek. Oczywiście, można wyjąć dziecko z wózka, a nawet dwójkę dzieci, i z Bożą pomocą spakować się do zwykłego środka transportu- wybór należy do nas 😛
  • Zawsze wsiadajmy drzwiami, przy których występuje specjalne oznaczenie. Powinna również widnieć tam informacja o tym, ile maksymalnie wózków może przewozić dany pojazd. Jeśli ilość wózków wewnątrz jest większa, kierowca ma prawo wyprosić tych ,,nadprogramowych” podróżnych, by nie stanowili zagrożenia dla siebie oraz innych pasażerów.
  • Przed wejściem albo wyjściem z autobusu, należy wcisnąć dedykowany nam przycisk. Jest on informacją dla kierowcy o tym, by obniżyć autobus, oraz by nie zamykać drzwi automatycznie, tylko poczekać aż spokojnie opuścimy pojazd.
  • By nie stworzyć zagrożenia wypadnięcia dziecka z wózka, pamiętajmy, że wsiadamy do autobusu, prowadząc wózek przed sobą tak, by w pojeździe znalazł się przed nami, a wysiadamy pierwsi, ciągnąc wózek na siebie.
  • Odpowiedz sobie na pytanie, czy wiesz jak ustawić wózek w autobusie? Niejednokrotnie możemy zobaczyć ustawione je w rzędzie, jeden obok drugiego, lub z braku miejsca stojące w przejściu. Wózek ustawiamy tyłem bądź przodem do kierunku jazdy, na specjalnie wyznaczonym do tego miejscu. Miejsce to znajdziemy z łatwością, ponieważ zawsze oznaczone jest piktogramem. Wózek z gondolą ustawiamy przodem do kierunku jazdy, spacerówkę tyłem.
  • Bezwzględnie zapinamy dziecku pasy, zaciągamy hamulec oraz asekurujemy, trzymając rączkę w razie ostrego hamowania.

Najbardziej cieszy mnie to, że świat pędzi do przodu, a ludzie są coraz bardziej świadomi. Mieszkam w mieście, które pomału staje się przyjazne dla osób na wózku, a co za tym idzie, również dla nas- matek. Odkąd zaczęłam poruszać się (już prawie 3 lata temu) z wózkiem dziecięcym, zauważam ogromny postęp i coraz to nowe udogodnienia. Zarówno w samej infrastrukturze, jak i w środkach transportu publicznego. Mimo, iż zdecydowana większość społeczeństwa uważa, że matka z wózkiem w komunikacji miejskiej jest intruzem, coraz częściej zdarzają się osoby, które chcą pomóc i choćby skasować za nas bilet, a nawet potrzymać za nas wózek, byśmy mogły na chwilę usiąść. Napawa to ogromnym optymizmem i pozwala z nadzieją spojrzeć w przyszłość i wyobrazić sobie, że świat bez barier jest w zasięgu ręki..

A może Was spotkało jakaś ciekawa historia podczas podróży z dzieckiem? Może spotkaliście się z wyjątkową pomocą albo Wasze dziecko zrobiło coś turbo śmiesznego? Koniecznie dajcie znać w komentarzu! 🙂

Może Ci się spodobać

6 komentarzy

  1. O boze.. czytajac to, jestem w takim szoku, ze masakra. Mieszkam w UK, urodzilam tutaj dziecko i dosyc czesto korzystam z autobusu i nigdy, przenigdy sie spptkalam sie z obojetnymi osobami gdy trzeba pomoc, a kierowca autobusu zawsze czeka az wszyscy sie umiejscowia, zwlascza matki z wozkami. Jade zaraz do Polski na kilka dni i po tym, co napisalas to az sie boje jak to bedzie 😀

    1. Bo tam u Was chyba troszkę inna mentalność… Ale wierzę, że będzie coraz lepiej, bo już to się zmienia 😉

  2. Szlag mnie trafia. Niedawno z koleżankami ustąpiłyśmy miejsca w mega kolejce, ciężarnej dziewczynie. Rozmawiałam później z inna MATKĄ, że ludzie oślepli, na co ona: no co za niemota, że sama się nie upomni 😈😈

  3. Mi dziś Pan dał swój plecak do podtrzymania,a sam wniósł mi wózek z dwójką do tramwaju 🙈 i w ogóle mam szczęście do trafiania na pomocnych ludzi. Ale i pani głaszcząca Julka po ręce i przytrzymująca go za nogę nam się trafiła w drodze powrotnej i młodemu to się nie podobało, trochę był speszony, potem dyskretnie się wyrywał..a ja już zastanawiałam się,czy zwrócić jej uwagę..na szczęście wysiadła zaraz. .. więc tak jak opisujesz, podróże komunikacją miejską potrafią być pełne różnych przygód i tych pozytywnych i tych mniej. Super wpis i zdrowia życzę,by ręka jak najszybciej wróciła do sprawności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *