Poranne rytuały

Chyba każdy z nas ma jakieś przyzwyczajenia, rzeczy od których rozpoczynamy dzień i bez których czujemy się kompletnie zagubieni. Warto zastanowić się nad tym, jak poszczególne działania wpływają na nasz nastrój i sprawiają, że to będzie dobry albo zły dzień.
Ja, przy dzieciach, nauczyłam się żyć wolniej. I choć macierzyństwo to w równym stopniu radości jak i nerwy, to zapas czasu i brak pośpiechu zdecydowanie wpływa na jakość naszego życia.
Znasz te nerwy, gdy masz umówioną wizytę na godzinę 9.00, jest 8.00, maluch ciągle śpi, Ty latasz jak w ukropie, próbując jedną ręką szczotkować zęby a drugą szykować jedzenie na wynos, i masz w perspektywie przekonywanie dziecka, że przecież trzeba się ubrać, żeby wyjść na dworek? Na samą myśl o tym już robi mi się słabo. Chyba każda z nas przeżyła taką chwilę i wspomina ją z ciarkami na plecach.
Nauczyłam się więc nie planować niczego konkretnego przed południem, tak, by poranek przebiegł spokojnie i w naszym naturalnym rytmie.
Od wielu lat mój dzień zaczyna się od wypicia kawy i, choć wiele źródeł twierdzi, że to niedobrze dla organizmu, ja nie potrafię wyobrazić sobie inaczej poranka. To jest czas dla mnie, czas, kiedy siedzę na spokojnie, nadrabiam nocne zaległości na Instagramie, czytam wiadomości i dochodzę do siebie przed wyzwaniami kolejnego dnia.
Od pewnego czasu w tym moim rytuale towarzyszą mi dwie istotki, musiałam więc nieco pozmieniać, by dla każdego z nas te chwile były tak samo przyjemne. I tak, obok mojej ukochanej latte, przygotowuję kakao lub spienione kokosowe mleko oraz mleko modyfikowane dla najmłodszego. Zalegamy razem w łóżku i kontemplujemy ciszę, ciesząc się smakiem ulubionych napojów.
Gdy już dojdę do siebie, przypominam sobie, że przecież dobrze jest zjeść śniadanie, więc razem ze starszakiem i pełzającym pomiędzy naszymi nogami Tymkiem szykujemy coś pysznego, w zależności od tego, co Jego Wysokość Jaśnie Pan zażyczy sobie do konsumpcji danego dnia.
Po zapełnieniu brzuszków pora na mycie ząbków, rączek i buzi. Pasty używamy od pierwszego ząbka więc młodszy jegomość też się załapuje ze swoimi dwoma sterczącymi zębolami. Zaczynamy od Kuby – najpierw szoruje mama, by mieć pewność, że wszystko jest czyściutkie. Oczywiście mama szoruje niedokładnie, więc młody człowiek wprowadza poprawki i ostatnie szlify. W tym czasie mama zakłada specjalną nakładkę na palec i pucuje oraz bada otwór gębowy Tymka, w poszukiwaniu kolejnych ząbków (wmówiłam mężowi, że biżuteria należy się tak samo za odkrycie pierwszego jak i każdego z kolejnych zębów 😉 ). Później myjemy kolejno rączki i buzię, i wybieramy ubranko na nadchodzący dzień.
Pomału wchodzimy w okres buntu ( który to już z kolei?! ) i Kuba potrafi tupnąć nóżką, i powiedzieć, że on ,,tego nie chce!”, i nie ubrać się, dopóki kolor majtek nie będzie w pełni zadowalający. Znacie to? Matko i córko, przekonana byłam, że przynajmniej pod tym względem z chłopakami będzie łatwiej!
Przychodzi pora na wystylizowanie fryzury. Gdyby jeszcze Pan Tata nie ścinał Tymka na krótko, miałabym większe pole do popisu. Jesteśmy w trakcie rozmów na ten temat, i być może uda się zrobić z ludka człowieka i zapuścić mu włoski 🙂
Wiele z Was pyta, jak wiążę Kubie włosy, ponieważ Wasze dzieci się wyrywają i nie dają sobie związać. Przyznam się, że już nie pamiętam dobrze naszych początków. Pamiętam tylko, że gdy włosy były już dostatecznie długie, a ja chciałam je zebrać w kucyk, musiałam przekonywać jegomościa różnymi sposobami. Przede wszystkim nic na siłę i tylko po dobroci! Jeśli raz zrazisz malucha do jakichś czynności, dużo wody w rzece upłynie, zanim pozwoli Ci na to ponownie. Zaczynaliśmy od głaskania i przeczesywania ręką włosów. Myślę, że młody oglądał wtedy baję, by zmniejszyć jego czujność. Gdy już włosy były zebrane, pomalutku i bardzo delikatnie zaczynałam wiązać je gumką. Tylko miękką! I koniecznie luźno. Włos musi się przyzwyczaić. Nie zważaj na to, że na środku głowy dziecko ma palmę, a kosmyki wymykają się z każdej strony. Potrwa to kilka dni, zanim maluch się przyzwyczai i sam będzie przychodził i prosił, żebyś poprawiła fryzurę, bo jemu przeszkadza.
Gdy już dzieciaki, będą z grubsza ogarnięte, pozostaje tylko puścić je samopas i zająć się sobą. Codziennie staję przed trudnym wyborem- wejść do wanny, mojej oazy spokoju, czy wziąć szybki prysznic, a potem wykonać kilka energetycznych ćwiczeń. I przyznam bez bicia, że częściej skłaniam się ku tej pierwszej opcji… Może pora to zmienić i zacząć ćwiczyć regularnie?
Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak ważna jest rutyna i powtarzanie niektórych czynności dla naszego zdrowia psychicznego. Najlepiej uczą nas tego dzieci. Przy nich okazuje się, że ustalenie porządku dnia jest niezbędne, by dziecko miało poczucie bezpieczeństwa i nie fundowało nam przykrych niespodzianek. Dajmy więc sobie czas na to, by celebrować te wspólne chwile, bo dzisiaj jest tylko jedno, a jutro- kto wie, co będzie jutro?

Pasta do zębów Azeta Bio, Szczotka z naturalnego włosia Lullalove, Gąbka naturalna Lullalove, Szczoteczka do zębów Jack N’Jill, Szlafrok English Home, Otulacz bambusowy z lanoliną Le Pampuch.

Mam dla Was 15% zniżki na organiczne kosmetyki dla maluszków i kobiet w ciąży, firmy Azeta Bio na hasło ,,bubaandteam15″.  Kod jest ważny do 8.04

Może Ci się spodobać

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *